Jestem smarkaczem, mam siedemnaście lat. Nic nie wiem o życiu, nigdy nie płaciłem czynszu ani rachunków. Nie przekonałem się na własnej skórze o niesprawiedliwościach tego świata. Kąpię się w postindustrialiźmie i mleko mam pod nosem.
Jest jednak coś, co powinno dać mi prawo do wygłaszania opinii w tym internetowym grajdołku, coś co zamienia mnie ze szczyla, który nic nie wie o życiu w osobę wartą wysłuchania. Czytam książki.
W wieku pięciu lat nauczyłem się czytać i pisać. Na początku było pisanie beztroskie – bez zmartwień, co i jak się napisze. Było odwrócone “e”, “żułf” i “ńe” zamiast “nie”. Potem przyszła fascynacja czytanym setki razy Kubusiem Puchatkiem i Muminkami. Nieco później Mikołajek w mistrzowskiej interpretacji Ireny Kwiatkowskiej na kasetach magnetofonowych i komiksy, nade wszystko komiksy. Pochłaniałem “Tytusa, Romka i A’Tomka”, “Asteriksa i Obeliksa”, “Lucky Luke’a” i “Kaczora Donalda”. Harry’ego Pottera czytałem, jak każdy, ale nigdy nie wciągnął mnie tak bardzo, jak przygody nieugiętych Galów, czy stoickiego kowboja i jego wiecznie zmęczonego rumaka.
Była teź ta “poważna literatura”, w twardej oprawie i bez obrazków – Dickens, nieudane próby zmierzenia się z Sienkiewiczem, Tolkien, “Szwejk” Haška, “Trzech panów w łódce”, “Buszujący w zbożu”, pierwsze spotkanie erotyzmu w literaturze w “Pannach z wilka” Iwaszkiewicza. Ostatnio Bułhakow, Mroźek, Lem, Herbert i zmagania z Miłoszem.
I tak oto niezamierzenie wcieliłem się w rolę dziadka z fajką, który w bujanym fotelu opowiada wnukom swym książki, jakie ongiś nań “wpłynęły”. A przecieź wciąż jestem raczkującym czytelnikiem, o tylu książkach nie mam pojęcia, tyle jeszcze do przeczytania!
Dlatego uważam, że blog, który zaczynam może być ciekawy. Recenzji nowości wydawniczych będzie tu bardzo mało. Dużo będzie za to szeroko pojętej klasyki. Tak, tę znienawidzoną przez pokolenia uczniów, tę o której Twain powiedział, że wszyscy ją szanują, ale nikt nie czyta, będę się starał poznać. Przynajmniej przekonamy się, czy rzeczywiście warto.
Czemu ludzie tak chętnie czytają wielkie rodzinne sagi albo oglądają teletasiemce? Bo lubią śledzić stadia ludzkiego rozwoju, obserwować jak na ich oczach niemowlaki stają się starcami, jak ewoluują poglądy na świat. Może obserwowanie, jak na tym blogu z czytelniczego homo sapiens nadrentalensis zamieniam się w homo sapiens sapiens, będzie ciekawe. Mam taką nadzieję.
